Trzy dni tylko były anielskie perły na ziemi, bo roztopiły się i w mgle wieczornej uniosły się znów do nieba.
Ale już człowiek nauczył się naśladować głosy wszystkich pereł: i tej z morza, i tej z gór, i tej z lasów — bo taką była moc największej perły.
Od tej pory orzeł nie wzbija się już tak wysoko, ma krzywy dziób i zakręcone pazury, słowikowi wolno śpiewać tylko po zachodzie słońca, jaskółce pozwalają ludzie mieszkać w swojej chacie, a człowiek włada pieśnią, która naśladuje wszystkie głosy i towarzyszy mu w smutku i w weselu, przy pracy i w boju.
Należy kochać i szanować pieśń, bo pochodzenie jej anielskie; dało nam ją poświęcenie królewskie i przywiązanie wiernej małej ptaszyny.
Pan B., który was uczy piosenek, kocha śpiew i smuci go, gdy głupie grzyby przekładacie88 nad królewsko-anielską pieśń. Jeśli ma ładną melodię, mówi:
— Szkoda dla chłopców, popsują ją.
Bo pieśń można popsuć, gdy się jej nie szanuje, zniszczyć jak ładną książkę, poszarpać jak obrazek dany w ręce głupiemu dziecku.
— Wsłuchajcie się uważnie w melodię piosenki: Ja tratwę z liści zrobię — będziecie w niej mieli szum wioseł i plusk rzeki. W piosence: Z łukiem w dłoni — macie echo gór i trąb, i strzałów. W piosence: Hej, dzwonią dzwonki — znajdziecie wszystko, co śpiewa łąka i pole, i las. A kiedy zaśpiewacie je sobie w Warszawie, przypomną wam się kolonie i będzie wam wesoło czy przy pracy w warsztacie, czy wieczorem po nauce.
Chłopcy zjedli już chleb z masłem, więc trzeba było zakończyć.
— Nie będziecie uciekali ze śpiewów?