— Więc kto?
— Nie wiem.
Stoi stary i łzy ma w oczach.
— Panie kierowniku, niech mi pan wierzy albo nie. Nie jestem pijany. Nie pierwszy rok w szkole pracuję. Znam figle chłopców. I mówię: tu w szkole duchy jakieś gospodarują.
— Dobrze, dobrze. Duchy. Proszę do kancelarii. A chłopcy do klasy!
Przeciągnął się Kajtuś, ziewnął zniechęcony.
Że też nie można zrobić czegoś, co by naprawdę było ciekawe. Zawsze się skończy jakoś głupio.
Niby czarodziej — no i co z tego?
Żal mu woźnego. Bo co stary winien? A wziął go kierownik do siebie i pewnie ruga.
Nie chciał Kajtuś naprawdę martwić nikogo.