— Z kremem!

— Kiedy przyniósł, niech zjada!

Wchodzi pani do klasy.

Miała długą przemowę.

— Żart niemądry. Ale gorzej, że ktoś zabrał dwie bułki z wędliną, ciastko i pomarańczę.

Widzi Kajtuś, że panią zmartwił, więc chce pocieszyć.

— Niech na stoliku przed panią leży róża.

Pożałował, że to powiedział, bo go coś w sercu kolnęło, coś szarpnęło w środku boleśnie. Jak iskra elektryczna albo jak ząb się wyrywa. Jakby się u niego ta róża wyrwała z piersi.

I leży na stoliku.

Wtedy pan się pytał: