Dumny stał się Kajtuś. Nieprzystępny i niecierpliwy.

Byle co, zaraz mówi:

— Chcesz w zęby? Głupi! Patrzcie go: osioł, udaje mądrego.

Już nikt go nie lubi. Bo rozbija się. Już nawet starszych zaczepia.

A pokłócił się z chłopcem z szóstego oddziału. Wyraźnie się narywa.

Otoczyli ich kołem. Dziwią się. Czekają na bójkę.

— Może i mnie przezwiesz osłem?

— Owszem. I ośle uszy ci przyprawię.

Miał Kajtuś w kieszeni lusterko, którym puszczał zajączki słoneczne po ścianie; nawet w klasie na lekcji.

Podaje mu lusterko i mówi: