I zaraz usłyszał szelest; jakby pod poduszką mysz zachrobotała.
Sięga ręką: jest!
Torebka. Nie od razu otworzył. Bo po co się śpieszyć? Tylko palcami namacał: zgaduje.
Aż śmiało klamerkę odgina.
Wysypał na rękę: dziewięć czekoladek nadziewanych, dziewięć rodzynek dużych i dziewięć migdałów.
Przeliczył. Jeść czy nie?
Spróbował.
Słodkie, smaczne. Nie różnią się od zwyczajnych, które sprzedają w sklepach.
— Dlaczego dziewięć?
Zjadł wszystkiego po osiem, a resztę obejrzy rano. Papier torebki wydał mu się sztywny.