Chce schować do kieszeni, bo pod poduszką się czekolada roztopi. Więc siada i sięga po spodnie. A krzesło stuknęło.
— To ty, Antoś? — obudziła się babcia.
— Ja.
— Dlaczego nie śpisz jeszcze?
— Spałem.
A rano nic w kieszeni nie było.
I tak co wieczór: czekoladki, rodzynki, migdały.
Wypróbował, że nietrujące. Chce poczęstować. Zostawił trzy. Mówi:
— Niech będą. Niech nie zginą.
I są. Nie zginęły. Częstuje.