Zabłądził.
Źle.
Biegnie. Ale dokąd? Wszystko jedno. Znów grzmot.
Czapka przemokła, z daszka ciurkiem leci. Ubranie ciąży. W butach woda chlupie. A może to zasadzka? Tak właśnie Madej zbłąkany podpisał cyrograf45 i duszę zaprzedał.
Zdaje mu się, że ktoś się czai za drzewem.
Przystanął. Nie — to krzak. Pędzi dalej.
Las niby się skończył, ale ani szosy, ani rowu przy szosie. Tylko ponure pnie ściętych drzew.
Pośliznął się i upadł. Z trudem wstaje. Skręcił w lewo.
Z dala zamajaczyło światełko.
Może chata, może ślepia wilcze, może kryjówka czarodzieja, który go wciągnął w las, uśpił, burzę sprowadził, a teraz kusi tym światłem?