Wszystko jedno. Było zimno, a teraz gorąco. Zakasłał.

Boli.

— Mamo!

Jęczy.

— Hola, kto tam? Ty skąd? Co za jeden?

— Nie zabijaj — prosi Kajtuś. — Dam baranka ze złotą wełną.

Jeszcze jakieś pytanie, ale Kajtuś nie odpowiada. Czuje, że mocne ręce unoszą go w górę. Już leży na czymś miękkim. Nie otwiera oczu. Kołysze się.

— Wiśta, wio!

Budzi się i drzemie na przemian.

Krzyknął. Zerwał się.