— Nie wstawaj, bo spadniesz z wozu.

Obudził się w obcej izbie. Leży na ławce.

— Na47, masz. Pij.

Chciwie łyka ciepły, dobry płyn.

Mówią coś, pytają się. Kajtuś słyszy, ale nie odpowiada. Nazbyt zmęczony.

Słyszy głos kobiety:

— Co z nim zrobimy, z chłopakiem?

— Odwiozę do szpitala. Może rano co powie.

— Czy aby nie zemrze w nocy?

— Nie gadaj.