— Ot, kłopot.

— A co, miałem go w polu zostawić, ty durna?

— Tego nie mówię.

Gdy się znów obudził, czuje, że go ubierają. Ubranie nieprzyjemne, twarde. Kajtuś broni się, odpycha. Chce leżeć spokojnie.

— No prędzej. Pojedziesz do taty.

— Oj, głowa. Już. Dosyć.

Wynieśli go. Znów jedzie.

Otworzył wreszcie oczy. Poznał wysokie domy. Poznał policjanta.

— Gdzie mieszkasz? Jak się nazywasz?

Chce się uśmiechnąć, ale nie może.