Znów go wiozą. Zdejmują. Niosą. Kładą. Znów rozbierają i ubierają. Tak męczą go ci czarodzieje.

Znów oczy otworzył. Widzi: już nie policjant i domy, a biały pokój i pani biało ubrana.

— Wróżka? — pyta się Kajtuś.

— Tak, wróżka.

— Biała. Czysta.

— Tak. Biała. Czysta. Śpij.

— A krasnoludki?

— Są też. Jak się nazywasz?

— Nie wiem.

Wcale się nie nazywa. Jest mu wszystko jedno. Leży w białym łóżku. Ciepło, gorąco — dobrze.