— Mądra baba: dawaj jej zaraz złotówkę! Myśli, że się połakomię na cukierek. Pewnie farbowane. Ile już było sklepów?
— Sześć.
— Akurat połowa.
— No, idziemy dalej.
— Czego się spieszysz? Niech trochę odpocznę. Już mi się w głowie kręci.
Ale nic. Wchodzi.
Siódmy sklep — ogrodniczy.
— Czy można dostać palmę kokosową?
— Nie ma.
— Niech pani poszuka. Pan od przyrody kazał.