— Więc powiedz panu od przyrody, że ma fiołki w głowie.
— Wcale nie. Nasz pan wie, co mówi. Nieładnie tak uczyć dzieci. Nie wolno nauczyciela obrażać.
— Wynoś się, smarkaczu! Morały mi będzie prawił.
— Pewnie, że morały, bo się tak nie mówi.
We drzwiach pokazał jej język.
— Szkoda, że nie dodałem, żeby się kazała wypchać trocinami i wytapetować.
— Czegoś taki zły?
— Bo mi się już znudziło tak łazić.
— Trudno, założyłeś się.
— Wiem bez ciebie. Zacząłem i skończę.