— Pójdę na cmentarz.
— Dobrze. Nie płacz, Antosiu.
— Ale ja już, zaraz idę.
— Nie można. Za daleko. Ja teraz nie mam czasu.
— No właśnie: sam pójdę!
— Nie wiesz gdzie. Za chłodno.
— Wiem gdzie. Ciepło!
— Nie można. Nie pozwalam. Jutro.
— Pójdę bez pozwolenia! Dziś!
I mama się zgodziła. Bo dobrze zna Kajtusia. Nie jest uparty, można go przekonać, uprosić. Ale czasem, rzadko, trzeba ustąpić. Bo taki już jest: w dziadka się wrodził. Nie można inaczej.