Motyl frunął.
Przed oczami — czerwone plamy i koła.
Nigdy jeszcze nikt Kajtusia w twarz nie uderzył. Pierwszy raz.
Stoi zbuntowany. Zacisnął pięści. Tak właśnie bywało, gdy się bić z jakim chłopcem zaczynał.
„Poczekaj, już ja ci zapłacę”.
Podszedł do Kajtusia dziad stary.
— Widzę, chłopcze, że masz zmartwienie. Masz zmartwienie. Masz, napij się: to cię wzmocni.
Kajtuś sięga ręką, wziął podany kubek srebrny i wypił.
Miły zapach. Płyn chłodny i słodki.
Znów nalał dziad.