— Pij jeszcze.

Wypił.

— Dziękuję. Macie, dziadku.

Dał dziadowi złotą monetę; nie dziwi się nawet, że się w ręku znalazła.

Nie spojrzał nawet w twarz nieznajomą.

Pochylił głowę do ziemi, idzie prędko, jakby mu się spieszyło.

Idzie prędko, a gniew i bunt ustępują.

Czuje w sobie ciepło wesołe i lekkość dziwną.

Jakby się w powietrzu unosił. A serce bije.

Mija bramę cmentarną.