Restauracja bogata, pierwszorzędna. Przez wielkie szyby lustrzane widać stoły przykryte białymi obrusami: na stołach kwiaty.
„Wejść czy nie? Ile też tu obiad kosztuje?”
Sięgnął do kieszeni: ma sto złotych.
Dobrze. Wchodzi.
Przy drzwiach szwajcar53 w czerwonym płaszczu ze złotymi guzikami. I nie wpuszcza do środka.
— Ty czego? Ty po co?
— Jestem głodny.
— Tu żebrać nie wolno.
— Ja zapłacę.
— Wychodź, powiadam.