— Mamo, chodźmy. Ja się boję — zaczął płakać chłopiec w marynarskim ubraniu.
Kajtuś swoje:
— Chcę jeść. Zapłacę. Ile się należy?
— Ukradłeś pieniądze. Wynoś się.
— Ukradłem? Poczekajcie.
— Zawołać policjanta.
Kajtuś wstał. Mruknął. Spojrzał.
Naraz otwierają się okna, a talerze, noże, butelki, pieczone kurczaki, półmiski i obrusy — wszystko fruwać zaczyna.
Kelnerzy wyciągają ręce do Kajtusia.
Aleee...