Lecą w górę pod sufit. Przylepili się do sufitu włosami i fajtają nogami, jakby tańczyli. I tak samo gruby gospodarz.

Aktorzy zaczęli klaskać z uciechy.

Kajtuś rozkazał:

— Niech siedzą, dopóki nie wyjdę.

Myśli Kajtuś z goryczą:

„Kłamie przysłowie, gdy mówi, że nie suknia zdobi człowieka”.

Dotknął palcem swego ubrania i już elegancki panicz idzie przez ulicę.

Wstąpił do kawiarni. Wypił czekolady filiżankę i zjadł cztery ciastka.

Zapłacił. Dał napiwek.

Znów wsiadł do taksówki: