Są marki po sto złotych i więcej.
Zagadał się Kajtuś i zapomniał, że ma później wejść do klasy.
Ale uwagi nawet nie zwrócili: mówią o awanturze na mieście.
Na korytarzu pani do niego się uśmiechnęła, też nic nie powiedziała. Dopiero na pierwszej lekcji pan zaczął żarty stroić.
— Aaa, jesteś już, Robinsonie Kruzoe64? Kiedy znów będziesz z domu uciekał? Ojciec wyłoił ci skórę?
Kajtuś stoi w ławce; nawet mu się nie wolno odezwać, gdy koledzy się śmieją.
Dorośli często jakby umyślnie drażnią się z dziećmi. Nieprzyjemnie, jeśli się kogo nie bardzo lubi, a on zacznie żartować i wyśmiewać.
— No, Robinsonie, chodź do tablicy. Zobaczymy, czego się nauczyłeś na bezludnej wyspie.
Kajtuś niechętnie wychodzi z ławki. Postanawia nic nie mówić, choćby nawet umiał. Niech się pan rozzłości, kiedy taki wesół.
I w ogóle po co przyszedł Kajtuś do szkoły? Mógł przysłać sobowtóra, a sam iść na wagary.