Aż musieli zatrzymać tramwaje — taka gromada ze wszystkich szkół się zebrała.
Gazety potem pisały, że młodzież szkolna urządziła przed hotelem gości burzliwą manifestację. Inne gazety, że — żywiołową i spontaniczną.
Przyznać trzeba, że krzyk był.
— Niech żyją! Vivant!65 Dziękujemy!
Oni wyszli na balkon i kłaniają się, i też dziękują.
A potem każdy w swoją stronę: do domu albo na spacer.
Poszedł Kajtuś na plac Teatralny. Zaczepił go inwalida w niebieskich okularach.
— Przeprowadź, kawalerze, na drugą stronę ulicy, bo słabo widzę.
Wziął go Kajtuś za rękę, ostrożnie przeprowadził. A on:
— Masz, weź czekoladkę.