Czekoladka akurat taka, jakie były w torebkach pod poduszką. I smak taki sam.

Zjadł. Rozgląda się. Zegar ratuszowy bije pierwszą godzinę, a dopiero otwierają sklepy. Przypomniał sobie odczyt profesora Gwizdała. Nagle myśl:

„Pozamieniam napisy na szyldach sklepów”.

Stuka palcem w powietrze i mówi:

— Ten sklep niech będzie „Dyndalski”. Ten — „Fidrygalski i Spółka”. Dalej — „Fajtłapski i Synowie”. „Kundel i Cwajnos”. „Ferdek Śmierdek”. „Bezportek”. „Kukurykiewicz”.

Od razu na wszystkich sklepach, zamiast nazwisk znanych, poważanych, ukazują się śmieszne napisy.

Ale Kajtusiowi mało tego. Pozamieniał sklepy. Będzie większy bałagan.

Na rogu placu zamienił bank na owocarnię66. Zamiast pieniędzy leżą w oknie gruszki, jabłka i śliwki. Na biurkach bankowych orzechy, banany i winogrona.

Niedaleko banku znana apteka.

„Niech tam będą ptaki, małpy i złote rybki”.