— Kiedy w oknach stoi, że darmo.

— Ano trudno: trzeba dawać, jeżeli napisane. Musi się przecież wyjaśnić, co to wszystko znaczy.

Kapelusz na oczy ze wstydu nasunął, kołnierz palta postawił — idzie zobaczyć, co się z innymi dzieje.

Przed bankiem stoi tłum ludzi.

— Oddajcie pieniądze! Nie damy się oszukać! Nie robić żartów!

Dyrektor banku prosi i tłumaczy:

— Uspokójcie się państwo. Zaraz otworzymy kasę ogniotrwałą i skarbiec. Kasjera jeszcze nie ma. Wiecie, że poplątały się zegary.

— Więc posłać po kasjera. Jak długo będziemy tu stali?

— Żeby się nie nudziło, każę tymczasem wydać owoce, czym chata bogata, tym rada. Zaraz na tacach będzie się dawało. Każę gońcowi skoczyć prędko po tace do sklepu z przeciwka.

— Tam już nie ma tac; teraz tam cukiernia Dyndalskiego.