— Urząd śledczy. Sędzia prosi, żeby przysłać te dwie panie, które chodziły tyłem przez ulicę. One muszą coś wiedzieć; od nich się wszystko zaczęło.
— Dobrze. Przesłucham je i przyślę razem z papierami.
— Otrzymaliśmy wiadomość o jakimś chłopcu, którego znaleziono w polu.
— Wiem: czarodziej. Mam jego adres. Plotka, głupstwo, ale go jutro zbadam. Zamiast uganiać się za czarodziejem, postaram się pochwycić przestępcę.
Twardo, groźnie powiedział wyraz:
— Przestępcę!
Kajtuś niespokojnie poruszył się w łóżku i krzyknął przez sen.
— Antoś, co tobie?
Kajtuś nie odpowiedział: śpi.
Szef policji rzucił papierosa, wypił duszkiem szklankę czarnej kawy, spojrzał na zegar: godzina druga w nocy.