Telefon.
— Mówi inspektor więzienia. Proszę wysłać samochód z eskortą na Dworzec Główny. Aresztowano trzech pasażerów: jechali za granicę. Bardzo podejrzani.
— Dobrze.
Klasnął w ręce. Wydał polecenie.
— A teraz sprowadź te dwie czarownice, co po ulicach tyłem spacerują.
Wchodzą biedaczki wystraszone, blade, zapłakane.
— Proszę, niech panie siądą.
Usiadły.
— Panie, my niewinne. My ciche, bezbronne kobiety. Za co nas więżą, czego od nas chcą?
— Ależ, szanowne panie, uspokójcie się. Trzeba wyjaśnić. Sprawa jest nader ważna.