— Tak — potwierdza włościanin. — Tu leżał i jęczał. Tu go znalazłem.

— Dobrze. Macie pięć złotych za fatygę.

A do szofera:

— Wracamy.

— Skąd pan wiedział, że ten pan mnie znalazł? Do czego to panu potrzebne?

— Widzisz, chłopcze. Szukamy ludzi szkodliwych i niebezpiecznych. Obowiązkiem naszym jest wiedzieć. I obowiązkiem każdego obywatela pomagać i ułatwiać nam trudne zadanie.

Znów Warszawa. Dokąd go wiozą?

Prosto do restauracji. Udaje Kajtuś, że to pierwszy raz widzi; rozgląda się i pyta:

— Dlaczego tu szyba stłuczona? Ile kosztuje to lustro? Kto gra na tym fortepianie?

— Co będziesz jadł?