— Nie.

— Widziały panie tego chłopca?

Wzruszają ramionami.

— Dziękuję. Następny.

Wchodzą różni. Teraz naprawdę nie wie.

— Nie znam. Może widziałem. Dużo ludzi chodzi po ulicy.

Już mu się znudziło. Kręci się na fotelu.

Nareszcie wolny. Wchodzi ojciec Kajtusia.

— Może pan go zabrać. Może jeszcze wezwiemy.

— Ano trudno — jeżeli zawinił.