— Nie, nie głodny.

— Masz bułkę. Weź, sierotko.

A Kajtusiowi, czy z żalu, czy z tego zmęczenia, łzy napłynęły do oczu.

— Nie wstydź się, weź.

— Nie wezmę.

Prędko się wyniósł.

— Czego płaczesz?

— No... Mucha czy coś — wpadło mi do oka.

Nareszcie. Ostatni sklep, dwunasty. Pralnia.

Nie chciał wejść, bo woli delikatniejsze sklepy. Ale kolega namówił.