— Wejdź. Nie bój się. Już koniec.
Nie boi się. Nieostrożny.
— Przepraszam. Czy można wyprasować kota?
— Kota? — zdziwiły się panny.
— Tak. Zdechłego. Z ogonem.
A nie zauważył, że koło drzwi siedzi narzeczony panien. A ten cap go za kark.
— Poczekaj. Ciebie wyprasujemy. Dawaj, Franka, gorące żelazko.
Silny. Mocno trzyma. Położył Kajtusia na deskę do prasowania.
— Czego pan chce?
— To jest wypchany kot.