Nie wyrywa się, tylko prosi:

— Niech pan puści.

Zlitowała się panna Frania.

— Puść go, głuptasa.

— Nie głupi on. Cwaniak, struga tylko wariata.

— A ja mówię, że nie. Dobrze mu z oczu patrzy.

— Ja wszystko wytłumaczę — jęczy Kajtuś.

— Dobrze, więc co to za zdechły kot?

Patrzy Kajtuś, że drzwi otwarte.

Dobrze, że teczkę oddał koledze: lżej było uciekać.