— Tak.

— To wsiadaj prędko, bo ruszamy.

Kajtuś wchodzi do przedziału.

Pociąg rusza.

Siedzą tylko dwie osoby: pani w żałobie i dziewczynka czarno ubrana.

Wcisnął się Kajtuś w kąt ławki przy ścianie, zamknął oczy i myśli.

„Tyle razy chciałem podróżować. Teraz jadę w dalekie kraje. Stało się tak, jak chciałem. Więc dlaczego mi smutno?”

Westchnął.

„Szkoda cichego domu na Wiśle. Za co do mnie strzelali? Co im przeszkadzało? Czy źle było, że muzyka grała i wszyscy mieli za darmo kino?”

Niesprawiedliwie obeszło się z nim miasto rodzinne.