I Zosia też się uśmiechnęła.
Taki przyjemny uśmiech. Jakiś taki życzliwy.
Kajtuś zauważył, że są bardzo do siebie podobne.
Pani wyjęła z walizki poduszkę — ułożyła, okryła Zosię.
Leży blada w żałobie sierota.
Kajtuś przymknął oczy.
„Właściwie dlaczego nie lubię dziewczynek? Dlaczego im dokuczałem? Przecie spokojniejsze od chłopców i więcej staranne98? Czyste mają zeszyty”.
Dziwi się Kajtuś i wspomina.
„Kiedy bawiły się na podwórku w szkołę, wyśmiewałem je i drażniłem. Kiedy zrobiły sobie ogródek z piasku i patyków, rozrzucałem. Zaczęły śpiewać, a ja miauczę i przeszkadzam. Pcham, biję, pociągnę za włosy. Niby żarty, ale one płakały”.
Dziwi się Kajtuś i rozważa.