— Więc jedziesz? Nie zmieniłeś zamiaru?

— Nie zmieniłem zamiaru.

— Ano jedź i zachowaj swą tajemnicę. Dziękuję ci, że nie kłamałeś. Tak bardzo wykrętów i kłamstwa nie lubię.

Dają mu koszyczek z jedzeniem.

— Tu masz jajka naszych kurek, tu ser. Trochę konfitur. Miód z naszego ula.

Tak było chyba i u dziadka Antosia.

— No ruszajcie, Andrzeju, bo możecie się spóźnić na pociąg.

Zosia powiewa chusteczką.

— Szkoda, że panicz odjeżdża. Miałaby nasza Zosia towarzystwo. Bo sama i sama. Dobre to dziecko — ta nasza panienka. Szkodowaliśmy100, kiedy ją pani wywiozła do miasta. Precz101 mówią ludzie, że tam wojny jakieś idą: dużo narodu wyginęło. Jeszcze by się naszej Zosi zła przytrafiła przygoda. Tak, tak: i pani dobra, i nieboszczyk. Już cała taka godna rodzina.

„Rzadko kto u nas w mieście tak dobrze mówi o ludziach” — pomyślał Kajtuś.