Na pożegnanie daje Andrzejowi złotą monetę.
— Za co? Co też panicz? Nie można.
Ale Kajtuś szybko wyskoczył z bryczki, bo już pociąg nadchodzi.
Pociąg gwizdnął. Pojechał.
W przedziale ciasno. Niemili ludzie mówią o nieciekawych sprawach.
Na piątej stacji usłyszał już Kajtuś cudzoziemską mowę.
Zmienił rozkazem ubranie, wyczarował walizkę skórzaną i bilet pierwszej klasy. Zażądał: chce rozumieć zagraniczne rozmowy.
Akurat wracają tym pociągiem uczeni z Warszawy.
— Obawiam się — mówi Francuz — żeśmy źle zrobili. Nie należało strzelać.
— Na pewno źle, szanowny kolego — mówi Włoch. — Osobnik Iks, jak go nazywaliśmy, sam wyspę zatopił. Badałem to miejsce dokładnie. Gdyby kule armatnie rozbiły zamek, zostałoby więcej gruzów.