— Może woda je zniosła?

— Nie. Stało się jakoś inaczej.

Wyjął z walizy ułamek skały.

— Spójrz, kolego, przez lupę. Są tu kryształy, których nie ma na naszej planecie.

I rozpoczęli naukową dysputę, której Kajtuś nie rozumiał i mało go obchodziła.

— Ostatecznie można się zgodzić, że mamy do czynienia z mieszkańcem innej gwiazdy, gdzie istoty żyjące więcej wiedzą i więcej niż my mogą. Co dla nas jest czarem, dla nich proste i łatwe jak zapalenie zapałki.

— Cóż? I w szkołach uczniowie nie lubią nowych zadań i ćwiczeń. I uczeni nie lubią rzeczy nowych, trudnych i niezrozumiałych. Jakże przyznać się, że wierzymy, że duch Kopernika102 wcielił się w Gwiazdora i wywraca drzewa w parku?

— A jednak nowe, nieznane i coraz lepsze to właśnie nasza — uczonych — droga.

Jeść się Kajtusiowi zachciało.

Otwiera koszyczek z prowizją103 i na samej górze znajduje gałązkę wrzosu i kartkę z napisem: