Murzyn stoi i czeka. Żuje gniew.
No, zaczyna się druga runda.
Buch, buch! Uderzenie pierwsze i dziesiąte. Dziesiąte i dwudzieste. Jak deszcz, jak grad. Murzyn nachylił się. Dostał. Zachwiał się. Odskoczył w tył.
Zacisnął zęby. Idzie na Kajtusia.
Cisza. Zamarli wszyscy w oczekiwaniu.
Blady strach: zabije. Nerwowi zamknęli oczy. Dwie księżne i markiza zemdlały. Dyrektor cyrku opowiadał potem, że raz jeden tylko widział podobną scenę w cyrku: lew gotował się do skoku na pogromcę; to było pięć lat temu w Londynie.
Straszny obraz.
Kołysząc się, pochylony — Murzyn z krwią nabiegłymi oczami idzie na Kajtusia.
Kajtuś cicho:
— Stój. Rozkazuję: stań!