— Do czego ta maszyna? Po co to? Jak się to porusza?
— Już dosyć — mówi doktór. — Tu gorąco, powietrze niezdrowe.
— Zaraz, zaraz.
Zagląda do pieca.
— Jak wulkan — mówi.
Uparł się, że zostanie, dopóki okręt nie ruszy: chce zobaczyć te wielkie koła i tłoki podczas pracy.
— Czy mogą się zepsuć? Co będzie wtedy z okrętem? Dlaczego ta maszyna czynna, chociaż okręt stoi?
— To dynamo: oświetla okręt i wentyluje. No, pójdziemy już.
Nie, zaczeka. Musi zobaczyć: lubi rzeczy potężne. Czy jest huk i zawrotna szybkość?
Nie było rady. Stała się rzecz niebywała. Okręt opuścił port o godzinę wcześniej, niż było w rozkazie. Dopiero na pełnym morzu dogonił ich statek, który przywiózł spóźnionych pasażerów i marynarzy. Za ten kaprys Kajtusia zapłacił dyrektor cyrku pięćset dolarów kary.