— Nie jestem pana przyjacielem. Nie lubię pana, nie znoszę.

— Ależ za co?

— Za to, że pan jest dla mnie taki dobry, taki cacany. A dlaczego pan pchnął staruszka, dlaczego pan wytargał za uszy tych chłopców i wyrzucił, i nie zapłacił ani grosza?

— Wytłumaczę ci, tylko bądź cierpliwy. Dziewczynkę wziąłem z łaski, bo mnie jej matka prosiła. Dałem lustro i kazałem się w tydzień nauczyć.

— Czego?

— Miała się naprzód uśmiechać, potem patrzeć trochę zdziwiona, trochę przestraszona, potem miała się ucieszyć. Leniuch, nie nauczyła się. Straciłem przez nią dwa dni. Chłopcy mieli się bić na ulicy i samochód miał ich przejechać.

— Wiem. Źle się bili, bali się, że samochód naprawdę ich przejedzie.

— No tak. Więc wybrałem odważnych. Zepsuli mi trzydzieści metrów taśmy. Musiałem karę zapłacić.

— Pan wszystko umie wytłumaczyć.

— Nie rozumiesz, drogi kolego.