— Może jednak pozwolisz, że ktoś z nas będzie ci towarzyszył?
— Nie męcz mnie, doktorze.
Sekretarz mrugnął, żeby już dać spokój.
— Ale obiecujesz, że nie będziesz się kąpał w morzu?
— Obiecuję. Nie będę się kąpał.
— Wrócisz przed wieczorem?
Kajtuś nie odpowiedział.
Wsiadł, pojechał i nie wrócił ani wieczorem, ani w nocy, ani wcale. Samochód znaleziono bez trudu na brzegu — tam gdzie Kajtuś zwykle wypoczywał po męczących próbach. Pod drzewem leżała gazeta, którą był zabrał. Jeszcze tylko laska ze srebrną rączką. Zmięta trawa: siedział na trawie i czytał gazetę. Ślady stóp w stronę szosy, a nie do morza.
Sprowadzone psy policyjne stoją w miejscu i wyją żałośnie.
Jeśli, kąpiąc się, utonął, dlaczego nie ma ubrania? Jeżeli go porwali, żeby żądać okupu, dlaczego nie ma żadnych śladów walki — nigdzie znaków, że ktoś chodził, że był jakiś inny samochód?