Przechodzi obok swojej szkoły. Przystanął przed bramą i słucha, jak brzęczą głosy.
Ubrał czapkę niewidkę na głowę i wchodzi na podwórko.
Poznaje kolegów, urośli. Ot, dzieciarnia, co oni wiedzą? Bawią się, gonią, popychają — śmieją się bez troski.
— Nieprawda! Mają swoje dziecinne smutki i obawy, i obowiązki.
Skrzywił się Kajtuś, zobaczył sobowtóra, jak gra w klasy. Jakim życiem żyje ta dziwna mara wywołana przez niego. Czemu drażni go i niepokoi? Przecież sam tak chciał.
— Pójdę. Nie mam tu co robić.
Otworzył furtkę szkolnego podwórka.
— Hej, kto tam wychodzi? — zawołał woźny.
Wyszedł niewidzialny Kajtuś, a woźny za nim.
A przez ulicę właśnie przechodzi chłopak.