Szybko przeskoczył mur, wrócił na podwórko szkolne. Akurat dzwonek. W zamieszaniu łatwo mu było zatrzymać i zniszczyć sobowtóra. Wrócił do dawnej postaci. Precz odrzucił czapkę niewidkę.
— Ja — to znów ja. Jestem znów dawny Antoś.
Gwizdnął i biegnie do swojej klasy. Gładzi ręką ławkę jak wiernego konia. Wstaje, gdy wszedł nauczyciel. Wyjął z teczki książkę i zeszyt. Słucha uważnie. Jakby zapomniał zupełnie o tym, co było. Niezbyt ciekawa godzina rachunków upłynęła szybko.
Koniec dnia szkolnego. Biegnie do szatni, w korytarzu spotyka panią.
— Antoś, dlaczego czoło masz skaleczone?
— Nic. Głupstwo.
Już na ulicy i na schodach, i już widzi mamę. Rzucił się matce na szyję i mocno przycisnął.
— Mamo — nic więcej powiedzieć nie może.
— A tobie co się stało? Co to? Dlaczego głowę masz skaleczoną?
— To nic. Głupstwo.