— Jak długo? Co dalej? Czy tak już na zawsze?

Krąży Kajtuś po celi i zwilża język o mokre ściany ciemnicy.

Płyną dręczące minuty czy godziny.

A tam za murami słońce jak dawniej świeci. Dobre słońce, dobre i ciepłe.

— Ja w czarnej niewoli, a tam jasna swoboda.

Ma oczy, nie widzi, ma uszy, nie słyszy. Jedna została mu myśl, którą wysłał do miasta swego, do Warszawy — do domu i szkoły.

Zapłakał.

Nagle zaroiły się ściany tysiącami ruchliwych iskierek...

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .