— Trzeba odpocząć — mówi.
Usiadł w rowie i zauważył Kajtusia i Zosię.
— O, pieski.
Cmoknął.
Skinął ręką. Podbiegli.
— Dokąd, psiny? Głodne? Z daleka? Ano, chodźcie ze mną, kiedyśmy się spotkali. Was dwoje, a ja sam zostałem na stare lata.
Poczuł Kajtuś serdeczne ciepło ręki ludzkiej.
— Dobre, miłe pieski.
Odpowiedział Kajtuś na pieszczotę psim pocałunkiem: polizał rękę pomarszczoną. Jęknął stary i wstał, zarzucił drzewo na plecy. Z dala coraz wyraźniej płyną dymy bliskiej już wsi.
Niska chałupa na skraju.