— Zobacz, kto chroboce.

Chce się wyczołgać, nie podnosi głowy.

Nie poznali.

— Jakiś pies. Nie, nie masz tu co robić. Idź sobie... Gdyby Antoś żył, miałbyś towarzysza.

— Ojcze, tatusiu — zaskomlał.

— Może głodny — powiedziała mama.

— Ha, no to cię nakarmię.

Ale Kajtuś nie chce. Głodny tylko dobrego słowa, pieszczoty rodzicielskiej.

— Jak nie chcesz jeść, to ruszaj. Bo stracę cierpliwość.

Skoczył Kajtuś, oparł się łapami o pierś ojca i patrzy w oczy.