Jest tajny posłaniec.

Wychylił się spoza parkanu prawdziwy krasnoludek, wspiął się niezgrabnie na deskę — i potrząsając brodą siwą i mrużąc lewe oko, powiedział:

— Zosia, wielki wróżu, czeka na ratunek.

— Dlaczego nazywasz mnie wróżem?

— Nie dla siebie dobra wzywasz.

— Nie rozumiem.

— Zrozumiesz po sądzie.

Tak. Sąd go jeszcze czeka.

Zapomniał był. A sąd wodza czarnoksiężników czeka jego, Kajtusia i Zosię.

Nie.