Zosia nie pójdzie na sąd.
— Ja sam. Sam będę odpowiadał.
I czwarty wydał rozkaz po odzyskaniu władzy.
„Do Zacisza. W butach siedmiomilowych”.
Rzekł.
Znikła sprzed oczu Warszawa.
W chwilę krótką przebył drogę, która niedawno tyle pożarła wysiłku.
Stoi przed oknem znajomego domu.
Patrzy.
Siedzi matka Zosi na fotelu, trzyma w ręce gazetę, nie czyta.