Zmartwił się ojciec.

— Musisz się starać.

Stara się, ale co?

Parę dni już dobrze, potem znów awantura.

Siedzi ktoś przed Kajtusiem i trąca go łokciem; nie jego, a zeszyt.

Kajtuś:

— Zabierz rękę.

A on:

— Bo co? Nie pozwolisz?

— Poczekaj: dam ci po dzwonku.