— Tak, właśnie. Tu na dole tarcza zegara z numerami godzin, a wyżej ręka i klucz.

— I zegar nie chodził — mówi Kajtuś.

— Ani chodził, ani bił. Żaden majster nie umiał go naprawić. Wisiał na ścianie i czekał czasu.

Kajtuś przysuwa się bliżej.

— Czy duży był?

— Jak obraz. Wisiał nad komodą.

— A ręka była duża?

— Jak twoja.

— No, dalej — niecierpliwi się Kajtuś.

— Ano, zegar wisi, ani chodzi, ani bije. Ale kiedy miało być jakie nieszczęście w rodzinie, ręka brała ten klucz i zegar bił, dzwonił.