— No tak. Silny pies. Mógł poszarpać obcego człowieka.

— Ale się zerwał z łańcucha.

— Zerwał się i skoczył do tego felczera.

— A on parasol otworzył.

— Tak. Wskoczył na śmietnik i parasol otworzył.

— A Kado w nogi.

— Poczekaj. Nie spiesz się. Więc Kado ogon podwinął, odskoczył. Stoi jak głupi i woła na pomoc.

— Pewnie myślał, że parasol strzela?

— Kto tam wie, co pies myśli.

Kajtuś ziewa. Nie śpiący, ale się zmęczył.