— Trypsztyk wrony łowił63.

Aż mi łzy napłynęły do oczu, więc spuściłem głowę, bo nie chciałem, żeby kto widział.

Pani się nie gniewała, tylko mówi:

— Książki nawet nie otworzyłeś. Chyba cię za drzwi postawię.

Powiedziała pani: „postawię”, a nie „wyrzucę”.

Ale nie wyrzuciła, tylko:

— Stój w ławce.

Nawet nie w kącie.

Musiała się pani domyśleć, że coś się ważnego stało. Bo żebym ja był panią, a chłopiec by siedział nad zamkniętą książką, tobym się zapytał, co ma za zmartwienie, co się z nim porobiło.

No, a gdyby się pani spytała, dlaczego nie uważam, czybym powiedział? Przecież nie. Bo co to panią może obchodzić. Jak lekcja — to lekcja. No i nie mogę zdradzić pana woźnego.